czwartek, 05 października 2017 12:40

Zemsta, która się nie opłaciła. Ostatnia egzekucja w przedwojennym Gnieźnie

 
Więzienie karno-śledcze w Gnieźnie przy ul. Franciszkańskiej (ob. Sąd Rodzinny) - fragment zdjęcia Więzienie karno-śledcze w Gnieźnie przy ul. Franciszkańskiej (ob. Sąd Rodzinny) - fragment zdjęcia źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Była chłodna, październikowa noc, kiedy gospodarz wyszedł z domu, aby dojrzeć swój inwentarz. Kiedy stanął w drzwiach stajni, konie były niespokojne. W półmroku zaczął się baczniej przyglądać, co może być tego powodem. Wtedy poczuł czyjąś obecność blisko siebie i zanim się obejrzał, otrzymał silny cios w głowę.

- Poszukiwani dwaj mężczyźni. Piotr, lat około 20. Wzrost 170 cm, pociągła twarz, śniada, nos spiczasty, ubrany w brązowe ubranie, niebieską w czarne kropki koszulę i taki sam kołnierzyk. Józef, lat około 25, wzrost 168 cm, twarz pociągła, włosy czarne, długie, zaczesane w górę. Ubrany był w granatową marynarkę i spodnie w paski - prawdopodobnie telegram takiej treści został rozesłany w nocy z 2 na 3 października 1933 roku do posterunków i komend Policji Państwowej w Wielkopolsce. Ruszyła obława za mężczyznami, którzy z zimną krwią zamordowali właściciela jednego z gospodarstw w Mieleszynie, kilkanaście kilometrów od Gniezna. Miejscowi funkcjonariusze stanęli na nogi - kontrolowano stacje kolejowe, obserwowano przystanki przewoźników autobusowych, wypytywano konfidentów nt. podejrzanych osobników przewijających się w okolicy. Wszystko na nic. Dwa dni później nadeszła informacja - mordercy zostali ujęci niedaleko Strzałkowa, kilkadziesiąt kilometrów na południe od Gniezna. Byli to Piotr Linka i Józef Radzimski - obaj z Piętna w powiecie tureckim. Ktoś ich "wsypał".

Sami swoi

Zygmunt Wruczyński wiele lat spędził w Stanach Zjednoczonych. Tam też dorobił się majątku, toteż kiedy tylko była okazja ku temu, by wrócić do ojczystego kraju, spakował całą rodzinę i udał się w rejon Wielkopolski. Traf chciał, że w Mieleszynie na sprzedaż wystawione zostało 110-morgowe gospodarstwo - bez zastanowienia kupił je.

W latach 30. XX wieku wieś ta nie wyróżniała się szczególnie spośród innych, leżących w tej okolicy. Niedaleko przechodziła linia kolejowa z Gniezna do Nakła, a stacja nosiła nazwę miejscowości leżącej znacznie dalej niż Mieleszyn - Ośno. Co więcej, swój bieg kończyła tu też kolejka wąskotorowa, która prowadziła aż do Żnina. W samej wsi istniał gościniec, w którym dość często skupiało się życie okolicznych mieszkańców. Mord, dokonany na Zygmuncie Wruczyńskim, wstrząsnął wszystkimi nie tylko z Mieleszyna, ale i całej okolicy. Złapanie morderców było możliwe dzięki temu, że wszyscy się tu znali i każdy kojarzył obcych, którzy też tu się pojawiali. Było to tak...

 
Gościniec w Mieleszynie (niem. Hohenau) w pierwszych latach XX w.

Początek lat 30. to okres panującego kryzysu gospodarczego. Wielkopolska w tym czasie uważana była przez wielu mieszkańców wschodnich części kraju za rejon, w którym łatwiej było dostać pracę, chociażby przy licznych gospodarstwach rolnych. Nikogo nie dziwił widok osoby, wędrującej z tobołkiem od wsi do wsi w poszukiwaniu jakiegokolwiek zajęcia. Najczęściej kobiety szukały zatrudnienia przy pracach domowych lub opiece nad dziećmi, a mężczyźni mogli pomagać w polu i przy gospodarce. Tak też było i pod koniec września 1933 roku, kiedy w powiecie gnieźnieńskim pojawił się 21-letni Piotr Linka i 27-letni Józef Radzimski. Obaj przywędrowali w te rejony z Piętna, niewielkiej wsi w powiecie tureckim.

Mimo iż Radzimski w Piętnie posiadał żonę, czwórkę dzieci i 2 morgi ziemi, to jak tylko ruszały prace na polach, udawał się za pracą do Wielkopolski. W 1933 roku, na początku trafił do Łekna, niedaleko Wągrowca. W lipcu tego roku napisał do swojego znajomego, Piotra Linki, że załatwi mu dla niego "lekką" pracę. 21-latek nie zdecydował się jednak na wyjazd i pozostał na gospodarstwie u rodziców w Piętnie. Piotr Linka był niewykształcony, chodził przez trzy lata do szkoły, ale nie potrafił ani czytać, ani pisać. W końcu Józef Radzimski odwiedził go w połowie września i namówił na wyjazd do Wielkopolski - pierwszym celem była Dębnica, niedaleko Gniezna. Tu, przy wybierce ziemniaków, pracowała siostra Radzimskiego. Nie zagrzali jednak miejsca, dlatego 27-latek zdecydował, że powinni spróbować w Mieleszynie, gdzie podejmował się zajęć w poprzednim roku u Zygmunta Wruczyńskiego. Tu też trafili w ostatnich dniach września.

Chora mściwość

Nie jest jasnym, dlaczego po trzech dniach wybierania ziemniaków na polach Zygmunta Wruczyńskiego, Piotr i Józef zostali zwolnieni przez gospodarza. Czy pracowali zbyt wolno? Zachowywali się arogancko? Może podbierali zbiory albo mieli wygórowane żądania? Nie wiadomo. Za swoją pracę Radzimski otrzymał 9 złotych, a Linka tylko 3 złote. Takie potraktowanie wystarczało im, by poprzysiąc zemstę. Chcieli pieniędzy, na które w oczach gospodarza najwyraźniej sobie nie zasłużyli. Do ich uszu doszły plotki, że Wruczyński dorobił się majątku w Stanach Zjednoczonych, a ponadto jego córka ma otrzymać spory posag. To wystarczało, by w głowach urodził się chory plan.

Był poniedziałek 2 października 1933 roku - trzy dni po zwolnieniu z pracy. Linka i Radzimski od tego czasu ukrywali się w okolicy, spędzając noce w stogach siana. Zdecydowali się na mordercze rozwiązanie - pozbawienia życia Wruczyńskiego, a jeśli i będzie ku temu okazja, także kolejnych członków rodziny. Znając rozkład zajęć gospodarza, przyczaili się na niego wieczorem w stajni.

Zygmunt Wruczyński około 20:00 wyszedł z domu, by obejść gospodarstwo. Gdy nie wracał od przeszło pół godziny, jego żona Stanisława udała się na poszukiwania. Nie zastawszy go w oborze, zajrzała do stajni i tam zobaczyła ciało leżącego męża. Podbiegła do niego i pochyliła się nad nim, podejrzewając iż mógł go kopnąć koń. Wtedy z przyległej świniarni wybiegł Piotr Linka z pałką w ręce, który rzucił się na kobietę z zamiarem zadania ciosu. Traf chciał, że drewniany kołek z naciągniętą nań stalową rurką, zahaczył o niski, stajenny sufit. To pozwoliło Stanisławie pochwycić za pałkę i mocując się z napastnikiem, wypadła na podwórko, gdzie krzykami zaalarmowała resztę rodziny. Słysząc wrzaski, z domu wybiegła matka Zygmunta Wruczyńskiego oraz córka. Wtedy Piotr Linka kilkukrotnie jeszcze uderzył pięściami Stanisławę i zaczął uciekać. To samo zrobił Józef Radzimski. Krzyki na obejściu usłyszał przechodzący w pobliżu listonosz, który od razu zaalarmował posterunkowego Policji. Od tej pory sprawy potoczyły się bardzo szybko.

 
 Więzienie karno-śledcze przy ul. Franciszkańskiej (ob. Sąd Rodzinny). Źródło zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Sąd doraźny

Od samego początku było wiadomo, kto dokonał mordu. Napastnika rozpoznała żona zamordowanego oraz córka. Ślady w stajni i na polach wskazywały jednak iż sprawców musiało być dwóch. Śledczy po zbadaniu wszelkich poszlak ustalili też rysopisy oraz dokonali rozpoznania terenu. To dzięki temu w Działyniu udało się odnaleźć siostrę mordercy, która przekazała dokładne informacje na temat obu mieszkańców Piętna. To tam też, zdaniem śledczych, zapewne zamierzali uciec. Zbiegom udało się pokonać prawie połowę drogi.

Po zatrzymaniu morderców w Strzałkowie było już jasne, że z uwagi na rabunkowy charakter przestępstwa, zostaną oni postawieni przed sądem doraźnym. Obu zbrodniarzy dostarczono do aresztu karno-śledczego przy ul. Franciszkańskiej w Gnieźnie, gdzie poddano ich przesłuchaniom. Nie przyznawali się do niczego, nie chcieli też współpracować. Zeznania innych osób pozwoliły jednak na ukończenie śledztwa w niespełna dwa tygodnie. Termin rozprawy wyznaczono na środę 25 października. Otrzymali obrońców z urzędu w postaci adwokatów Dzianotta i Koteckiego. Mimo to perspektywa dla nich była praktycznie żadna - w tym trybie postępowania groziła im w zasadzie tylko kara śmierci.

Na rozprawę w głównej sali Sądu Okręgowego przy ul. Franciszkańskiej przybyła spora liczba zainteresowanych mieszkańców miasta. - Jakaś dziwnie posępna atmosfera zawisła w dniu wczorajszym nad dużą salą rozpraw tutejszego Sądu Okręgowego, gdzie odbywał się od samego rana sąd doraźny nad zbirami, którzy, wiedzeni chęcią rabunku, nie wahali się z zimną krwią zgładzić ze świata człowieka, który zaledwie kilka dni przedtem przyjął ich gościnnie do siebie, dając im pracę i zarobek - komentował sprawę dziennik Lech.

Rozprawę prowadził Sędzia Okręgowy Rekłajtys przy współudziale wiceprezesa Hoppego i sędziego Brandowskiego. Kiedy tylko rozpoczęło się przesłuchiwanie sprawców, sytuacja stała się kuriozalna - do tej pory nieprzyznający się do niczego, nagle zaczęli zeznawać przeciwko sobie. Linka oskarżał Radzimskiego, a Radzimski zrzucał wszystko na Linkę. Jeden się zamachnął, ale nie uderzył, drugi twierdził iż nic nikomu nie zrobił i tylko się przyglądał. Ze śladów krwi na spodniach Linka tłumaczył się iż to od zakrwawionych rąk Wruczyńskiej. Radzimski twierdził, że w trakcie mordowania gospodarza, sam siedział w kącie przerażony, a Linka miał powiedzieć "Co się tak trzęsiesz? Mnie ręce się same trzęsą do bicia!". W końcu, będąc w ogniu pytań, oskarżeni zaczęli sobie zaprzeczać, aż w końcu Józef Radzimski się załamał i zaczął płakać.

W trakcie rozprawy, która trwała całą środę, zeznawali także śledczy Szatkowski, Tarnogrodzki i Osten-Sacken. To oni badali miejsce zbrodni oraz byli obecni przy sekcji zwłok zamordowanego. Przyznali iż Zygmunt Wruczyński nosił rozliczne obrażenia głowy, zadane brutalnie i z ogromną siłą, które ostatecznie spowodowały śmierć.

Chcąc się jeszcze wykazać w tej rozpaczliwej dla oskarżonego sytuacji, obrońca Linki złożył wniosek o powołanie nowych świadków i zbadanie oskarżonego przez psychiatrę. Propozycja ta jednak została odrzucona. 

Skrucha

Prokurator Horodyski wniósł o karę śmierci dla obu oskarżonych. Obrońca Linki wnioskował o dożywocie, podczas gdy obrońca Radzimskiego o uwolnienie swojego klienta. Sąd, po krótkiej naradzie, zadecydował iż wyrok zostanie ogłoszony następnego dnia - 26 października. Zgodnie z planem w czwartek o godzinie 10:00 rano, oskarżeni o zabójstwo Zygmunta Wruczyńskiego i próbę zabicia Stanisławy Wruczyńskiej, zostali skazani na karę śmierci przez powieszenie oraz utratę praw publicznych.

Obrońcy zdecydowali się jeszcze skorzystać z prawa łaski u Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Do kancelarii w Warszawie wysłano telegram i pozostało jedynie czekać. Odpowiedź miała przyjść we wczesnych godzinach popołudniowych, ale ostatecznie czas ten się wydłużył i decyzja nadeszła dopiero w godzinach wieczornych - z prawa łaski nie skorzystano. Jeszcze tego samego dnia, o godzinie 22:00 mordercy zostali o tym powiadomieni.

W czasie, kiedy skazani zaczęli się przygotowywać do śmierci, w drogę z Warszawy do Gniezna wybrał się kat na państwowej pensji - Artur Braun1. Wraz ze sobą zabrał teczkę, w której była m.in. para białych rękawiczek oraz kitel. Do Gniezna przyjechał pociągiem, przesiadając się we Wrześni. Do Grodu Lecha dotarł w piątkowy ranek

Ostatnie chwile wspomnianej dwójki były bardzo prozaiczne. Skazańcy, korzystając z takiej możliwości, na ostatnie życzenie poprosili o obfity posiłek w postaci wina, ciastek, owoców, bułek i kiełbasy. Po zjedzeniu, przybyli do nich zakonnicy z pobliskiego klasztoru franciszkanów (ostali wezwani przez nadzór więzienia). Najpierw o 23:00 był to gwardian, ojciec Maurycy Madzurek, a potem ojciec Honorat. Linka na początku stawiał opór przed tym spotkaniem, w przeciwieństwie do Radzimskiego, który od razu przyjął zakonnika. W końcu jednak skazani wyspowiadali się, przyjęli komunię, a w ciągu nocy franciszkanie jeszcze kilka razy odwiedzili mężczyzn w ich celi, rozmawiając z nimi i dając pocieszenie.

Sprawiedliwość

Informacja o wyroku, a potem o odrzuceniu prośby o ułaskawienie, bardzo szybko rozeszła się po Gnieźnie. W piątkowy ranek 27 października, a więc w 25 dni po dokonanym morderstwie, na ul. Franciszkańskiej zebrał się tłum około 200 gnieźnian. Byli ciekawi, gdyż egzekucje były dość "powszechną" karą w II RP, ale jednak w Grodzie Lecha nie wykonywano ich od lat. Mimo wysokich murów, jakie otaczały gmach więzienia i dziedzińca, wielu z nich wdrapało się na parkany czy dachy pobliskich kamienic, aby oglądać to wydarzenie. Ot, zwykła ludzka ciekawość. Bezpośrednio na dziedzińcu więzienia obecnych było około 50 osób, głównie przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości.


Brama i furta na teren dziedzińca więzienia karno-śledczego przy ul. Franciszkańskiej (fragment zdjęcia). Tuż za tym murem odbyła się egzekucja obu skazańców. Źródło zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Około 8:30, jako pierwszy z więzienia wyprowadzony został Józef Radzimski. Morderca drżał, kiedy odczytywano mu jeszcze raz wyrok oraz decyzję prezydenta. Po tym ucałował on krzyż, podany mu przez gwardiana, a następnie wraz z dozorcą więzienia wszedł po czterech stopniach na platformę szubienicy, gdzie czekał na niego kat. W kilka sekund założył mu pętlę na szyję, po czym zwolniono blokadę zapadni i skazaniec zawisł - symbolicznym końcem było upuszczenie czapki, którą Radzimski cały czas trzymał w lewej dłoni (w prawej miał książeczkę do nabożeństwa).

Krótko przed 9:00, kiedy już wyniesiono zwłoki Radzimskiego, na dziedziniec wprowadzony został Piotr Linka. Cały proces przejścia pod stryczek wyglądał tak samo, ale skazaniec jeszcze próbował odwlec moment egzekucji, klękając na schodach szubienicy i modląc się. W końcu wprowadzono go na platformę, gdzie po krótkiej chwili także zawisł. Na ręce miał spleciony różaniec.

Po zakończeniu obu egzekucji, kat symbolicznie rzucił swoje białe rękawiczki pod szubienicę. Miejscowy dziennik Lech skomentował ten poranek jednym zdaniem: - Sprawiedliwości stało się zadość.

 


Artur Braun, wł. Stanisław Wójcik. Kat był na usłudze państwa, a dyspozycję o konieczności wykonania wyroku kary śmierci w danej miejscowości otrzymywał z Ministerstwa Sprawiedliwości. Stanisław Wójcik pracował jako kat w latach 1932-1939.

20 komentarzy

  • Link do komentarza Prawnuk sobota, 25 grudnia 2021 22:12 napisane przez Prawnuk

    Tak dokładnie było z opowiadania dziadka o zamordowanym swoim Ojcu a nie że w tym jest tylko procent prawdy

  • Link do komentarza rw sobota, 28 grudnia 2019 23:20 napisane przez rw

    Który 1% prawdy? Bo tak to każdy może sobie pisać :) W razie takiej chęci, proszę o kontakt! historia@gniezno24.com

  • Link do komentarza Prawnuczka zamordowanego sobota, 28 grudnia 2019 15:05 napisane przez Prawnuczka zamordowanego

    W tej opowieści jest tylko 1% prawdy..

  • Link do komentarza czytelnik czwartek, 12 października 2017 09:27 napisane przez czytelnik

    Pimp nie masz racji. Spraw jest więcej, bo jest więcej ludzi, a morderstwa i inne sprawy też są. Kiedyś nie było spraw o alimenty, kiedyś ludzie krótko załatwiali między sobą porachunki, nawet nie oskarźano za uszkodzenie ciała. Teraz jest inaczej, wszystko jest w sądzie, ale sądy są i niewydolne i niestety często niesprawiedliwe. Nie na darmo Temida ma opaskę na oczach. A ilu wśród prawników jest łapówkarzy to widać choćby po Komisji Reprywatyzacyjnej. Nigdy by nie doszło do takiej patologii, gdyby nie tylu oszustów w wymiarze "sprawiedliwości".

  • Link do komentarza Pimp czwartek, 12 października 2017 07:33 napisane przez Pimp

    Morał z tego taki ze nie prawo a ludzie się zmienili. Jeśli w Gnieźnie tego czasu morderstw było jak na lekarstwo to i rozprawie mniej i pracy mniej a wyroki mogły zapada szybciej. Teraz do sądu idą ludzie bo im sąsiad Trzaska drzwiami, kolega w pracy zwyzywa a inwestor wykonawcy nie zapłaci za robotę. Spraw mnóstwo, sędziów mało, organizacja gorsza i efekt widoczny. Polityka nie ma tu znaczenia bo do Gniezna te darmozjady z Warszawy z lewej czy prawej nie zjeżdżają.

  • Link do komentarza czytelnik niedziela, 08 października 2017 18:27 napisane przez czytelnik

    PO winne bezprawiu. Już choćby samo Gniezno ma wiele spraw, które nawet nie zostały zaczęte, a wiele z nich ciągnie się w nieskończoność. Dowód ? proszę bardzo. pierwszy z brzegu:
    http://gniezno24.com/reportaze/item/11766-pieniedzy-nie-ma-trwa-szukanie-bieglego-a-kolejni-sa-oszukiwani

  • Link do komentarza Gnieźniak niedziela, 08 października 2017 15:53 napisane przez Gnieźniak

    Prawnik: jeśli nim jesteś, to wiesz, że nie tylko oni....Byli i są lepsi.... Obecni są lepsi w te klocki. Idą na rympał!
    Poza tym zniknął link, który podałem w ostatnim komentarzu.
    Podaję na nowo: http://crowdmedia.pl/deforma-wymiaru-sprawiedliwosci-zbiera-pierwsze-zniwa-sady-sparalizowane/

  • Link do komentarza Gnieźniak niedziela, 08 października 2017 12:44 napisane przez Gnieźniak

    Poczytajcie, pomyślcie.... To reformy?

  • Link do komentarza prawnik niedziela, 08 października 2017 12:40 napisane przez prawnik

    Gnieźniak, rozumiem, że pijesz do PO, które rządziło z PSL przez 8 lat i narobiło tego bałaganu w przepisach, sądach, prokuraturach i zamykało oczy na przekręty idące w miliarach złotych.

  • Link do komentarza Kibic sobota, 07 października 2017 15:36 napisane przez Kibic

    Gniezniak -dziękuję za pozdrowienia i również pozdrawiam.

  • Link do komentarza Gnieźniak sobota, 07 października 2017 10:22 napisane przez Gnieźniak

    A to kolejny link. Fajny artykuł, wart przeczytania i do przemyśleń. To tak na dokładkę. Pozdrawiam. Oczywiście powściągliwie.
    http://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/a/bajka-o-szeryfie-i-sprawnych-sadach,12553668/

  • Link do komentarza Gnieźniak piątek, 06 października 2017 20:50 napisane przez Gnieźniak

    Do ławnik: proszę mi wskazać gdzie jest projekt o zmianie właściwości spraw wpływających do sądów? Proszę wskaż konkretny projekt. poselski lub rządowy. Podpowiem: nie ma!!! Ten ustawodawca zmienia po wielokroć przepisy - te same w ciągu jednego roku. No więc o czym my mówimy? Np. kodeks karny (pr. materialne) nowelizowany ponad 150 razy od 98r. i końca nie widać. Zobacz do ustawy o VAT - to opasłe dzieło a nie ustawa. Co urząd skarbowy, to interpretuje inaczej - zamęt prawny. Gdzie pewność prawa dla obywateli? Później lament i odwołanie do ...no właśnie sądu. Procedury i pr. materialnego nie zmienia się pod konkretne wydarzenie medialne. A tak robi zwłaszcza ta, tzw. "dobra zmiana". Jeśli jesteś ławnikiem na co wskazuje nick, to jesteś miernym sędzią. Tak sędzią panie ławniku, bo nie masz podstawowej wiedzy, a sądzisz sprawy ludzi. Konkretne ich problemy oraz zachowania. Dużo by pisać.
    Do kibic: KS nie odstrasza. Skuteczność w ściganiu i nieuchronność tak! Proponuję krótki kurs pr. karnego i kryminologii. Jesteś wierzący? To niestety zmartwię cię. Jesteś heretykiem. Kość. kat. nie popiera KS, a nawet uważa ją za niesprawiedliwą bo pozbawia życia innego człowieka, który jest dzieckiem bożym. Tylko P.Bóg może je odebrać., bo je daje.
    Pozdrawiam i zapraszam do wizyty w najbliższym sądzie . Oczywiście w charakterze publiczności.
    Póki co pooglądajcie: https://www.youtube.com/watch?v=_OAn7JTAMUE
    Ok. 30 minut. Warto. Pozdrawiam obu Panów. Powściągliwie.

  • Link do komentarza ławnik piątek, 06 października 2017 19:03 napisane przez ławnik

    Gnieźniak, z choinki się urwałeś? Zmiany w prawie tak częste, ze prawnicy nie nadążają? Ty chyba blekotu się napiłeś. A jak ustawodawca chce zmienić przepisy, żeby ta wspomniana przez ciebie pietruszka nie zawalała sal sądowych, to twoi koledzy łażą pod sądy i zapalają znicze myląc gmachy sądowe z grobowcami.

  • Link do komentarza Kibic piątek, 06 października 2017 18:00 napisane przez Kibic

    Gniezniak -ten który robi coś złego wie co za to jemu grozi, więc nie bronią się przed pójściem do więzienia lecz sami się o to proszą. Ja tam się nie wybieram .

  • Link do komentarza Gnieźniak piątek, 06 października 2017 15:59 napisane przez Gnieźniak

    Kibic. Jak tam jest tak dobrze , to idź i zobacz. Czemu wszyscy się bronią przed póściem tam?
    Wszystkim tym zwolennikom KS proponuję zastanowić się, gdyby sprawcą był ktoś bliski... Sympatycy Hammurabiego sprzed tysięcy lat nie rozwinęliście się od tamtego czasu. Co do szybkości i sprawności zgoda, tylko obecnie sądy rozpoznają w dużej części bzdury, o przysłowiową pietruszkę. No cóż ustawodawca - przedstawiciel suwerena zmienia prawo tak często, że sami prawnicy już nie nadążają za zmianami, a co dopiero normalny obywatel, człowiek. No i sam suweren leci z każdą pierdołą do sądu, a ponoć sądy nie cieszą się zaufaniem. To po jakiego diabła tam idziecie????

  • Link do komentarza Kibic piątek, 06 października 2017 14:10 napisane przez Kibic

    Wtedy nie badano DNA i innych dowodów, a wyrok zapadł tak szybko. Dziś mordercę bada psycholog, psychiatra, sterty akt, mnóstwo świadków, monitoring itd, itd. Na końcu kara śmieszna że czasami wierzyć się nie chce w wymiar sprawiedliwości. Przestępcy czują się bezkarni bo wiedzą, że posiedza za nasze pieniądze w dobrych warunkach . Nie jeden by się trzy razy zastanowił nad tym, co chce zrobić gdyby wiedział że może bimbac jak choragiewka na wietrze.

  • Link do komentarza Bogdan piątek, 06 października 2017 13:30 napisane przez Bogdan

    Powrócić należy do tego dawnego systemu sądów. Szybko, krótko i zdecydowanie. Z tym,że zamiast kary śmierci praca w kamieniołomach na rzecz wdowy i rodziny do końca życia.

  • Link do komentarza qwertz piątek, 06 października 2017 10:00 napisane przez qwertz

    Nie zastanowi się, tak samo jak nie zastanowili się sprawcy wyżej opisanego morderstwa.

  • Link do komentarza On30 czwartek, 05 października 2017 21:12 napisane przez On30

    Czas najwyższy wrócić do tego rodzaju kary.... przynajmniej potencjalny zabójca zastanowi się co robi ...

  • Link do komentarza drwal czwartek, 05 października 2017 18:22 napisane przez drwal

    zaiste, sprawiedliwości stało się zadość!! jakże szybko i skutecznie....

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane