Jesteś tutaj:Wywiady „Obudziły mnie wstrząsy”. Ucieczka bliskich na granicę
wtorek, 01 marca 2022 12:30

„Obudziły mnie wstrząsy”. Ucieczka bliskich na granicę

 
„Obudziły mnie wstrząsy”. Ucieczka bliskich na granicę zdjęcie nadesłane

Do Gniezna przybywają kolejni uchodźcy, którzy chcą się uchronić przed wojną. Nierzadko tu mają krewnych, dom oraz poczucie bezpieczeństwa. W ich kraju zostali ci, co mogą i chcą bronić swojej ojczyzny.

Kilkadziesiąt godzin ucieczki po wertepach, stania w długiej kolejce i ciągłych obaw o to, co przyniesie przyszłość. Do Gniezna przybyło już wielu uchodźców, a każdy z nich ma swoją historię do opowiedzenia. Tu, na miejscu, w wielu przypadkach ktoś mógł już czekać - w końcu na terenie Polski pracuje około miliona obywateli tego wschodniego kraju. Część z nich jest tu tylko z powodów zawodowych, ale nie brakuje i takich, którzy związali się na stałe. 

Paweł ma żonę Ukrainkę, pochodzącą z Humania. Gnieźnianin z napięciem obserwował to, co się dzieje przy granicy. Przypomnijmy iż wszystko trwało już praktycznie trzy miesiące i coraz więcej osób zaczynało powątpiewać, ile jest prawdy w doniesieniach o rychłym ataku. Ten nastąpił w momencie, kiedy żona Pawła przebywała u swojej rodziny. 

- O wpół do 6 rano obudziło mnie, jak się wszystko zatrzęsło. Wstałem i wyszedłem na balkon. Było widno i z daleka było widać, jak się coś żarzy na horyzoncie, jakby było duże ognisko. Zaraz było widać takie języki ognia. Trafili w duży skład amunicji. Eksplozje były jedna po drugiej, te pociski wylatywały jak petardy w różne strony - opisuje Sergiej, mieszkaniec Humania, którego dom znajdował się około 10 kilometrów od miejsca, gdzie doszło do wybuchu. Opowiada o uczuciu, jak trzęsła się ziemia i jak od licznych eksplozji następowały skoki ciśnienia. Ogień trawił kolejne części magazynów, a składowana amunicja wystrzeliwała w różne strony. 

Huk wybuchów jeszcze trwał, kiedy zdecydował się wraz z żoną opuścić dom. Postanowił, że pójdą do domu jego teściowej na drugi koniec miasta. - Jak szliśmy przez centrum, to nie trwało długo, jak nastąpił za nami wybuch. Krzyk, szum, dym. W miejscu, gdzie szliśmy minutę wcześniej, spadła rakieta - opowiada Siergiej. To właśnie wtedy zginął 39-letni mieszkaniec Humania, który jechał ulicą rowerem - była to jedna z pierwszych ofiar rosyjskiego ataku na Ukrainę. Wraz z nim 5 innych osób zostało rannych. W pobliżu miejsca eksplozji znajduje się polski kościół, szkoła, straż pożarna oraz liczne sklepy. Od domu, gdzie mieszkał Siergiej, było tam niecałe 400 metrów.

Czy już domyślali się, że to jest atak Rosji na ich kraj? - Ja już wiedziałem, że to zaczęła się wojna. Jak szedłem do garażu, żeby wszystko pozamykać, to jeden z mieszkańców mówił mi, że widział samolot lecący nisko w stronę, gdzie były potem wybuchy - opowiada. Wszyscy mieszkańcy żyli w napięciu już od tak dawna, że dla wielu nie było już wątpliwości. 

Paweł mówi: - O godzinie 5 rano naszego czasu zadzwonił do mnie mój teść. Powiedział, że spadają rakiety, że jest wojna. Wtedy od razu zajrzałem do internetu co się dzieje. Jeden z pierwszych filmików był z Humania, gdzie rakieta spadła na ulicę i zabiła rowerzystę. Od dwóch tygodni już przestrzegał, że trzeba mieć przygotowany plan na ewakuację. Wszyscy jednak spodziewali się, że Rosja zaatakuje od strony wschodniej, a tymczasem uderzenia przyszły z różnych stron. - Żona miała wyjechać 20-ego, ale anulowali jej lot. Nie można było więc czekać - powiedziałem, jedziecie na Winnicę, potem na Lwów i dalej na granicę. Wszyscy się obdzwonili, wsiedli do samochodów i ruszyli w stronę Polski - dodaje. Uczestnicy tego wyjazdu to w zasadzie starsze osoby, kobiety i dzieci. Jeden z członków rodziny zawrócił - ogłoszono powszechną mobilizację i jako jedyny się kwalifikował. 

Siergiej wspomina drogę: - Początkowo jechaliśmy szybko, ale potem zaczęliśmy omijać główne drogi. Tam było mniej samochodów, ale drogi były w fatalnym, nawet jak na ukraińskie warunki stanie. W taki sposób dojechaliśmy do Lwowa. Odcinek w stronę pokonywali już w sznurze samochodów. Mimo, że wyjechali w ciągu kilku godzin od momentu, jak wybuchła wojna, to kiedy dotarli na granicę, zatrzymali się już około siedem kilometrów od przejścia. Ten odcinek pokonywali przez 49 godzin.

Na granicy czekał na nich Paweł z kolegą Norbertem. Wyruszyli jeszcze w czwartek wieczorem i na miejscu pojawili się w piątek rano. - Jak przyjechaliśmy, to na początku było pusto, tylko my i kilka innych osób. W sobotę było już tyle, że wyglądało to jak jakiś zlot. Wszystko było zastawione - opowiada i jak dodaje, organizacja na miejscu przebiegała bez żadnych zakłóceń. - Zaraz po przejściu granicy, były dwie możliwości - jak ktoś nie miał kogoś, kto by go zabrał, to podjeżdżał bus z OSP, wsadzali ludzi do niego i przewozili do ośrodka kilka kilometrów dalej. Jak jednak dodaje, znaczna część osób była jednak odbierana z przejścia granicznego przez kogoś konkretnego. Samochody przyjeżdżały z całej Polski, a nawet zza granicy, m.in. z Niemiec. Kiedy jego bliscy po trzech dobach od momentu opuszczenia Humania wjechali do Polski, mogli już odetchnąć z ulgą. 

Dlaczego Putin zaatakował Ukrainę? Siergiej twierdzi, że po prostu chce mieć pod kontrolą kraj, który kiedyś należał do Związku Radzieckiego. Przypomina różne historyczne niuanse z tych czasów, wskazujących na to, że do Ukrainy, jako sowieckiej republiki, przywiązywano bardzo dużo uwagi. Utrata kontroli nad nią, zwłaszcza po wygranej Wołodymira Zełenskiego w wyborach prezydenckich, stała się solą w oku "cara" współczesnej Rosji. 

Do Gniezna uchodźcy z Humania dotarli w nocy z niedzieli na poniedziałek. W sumie 12 osób, z których każda jeszcze musi się oswoić ze swoimi myślami. Teraz pozostaje im dopełnienie wszelkich formalności. Trzeba znaleźć miejsce w przedszkolu, szkole, jakąś pracę. Podobnie wypatrują jej inni uchodźcy, przybywający do akademika przy ul. Kostrzewskiego, hotelu "Lech" i domów prywatnych na terenie Gniezna. Póki tu będą, chcieliby na swój pobyt zapracować - ci, którzy mogą. A co dalej? Kto to teraz wie...

1 komentarz

  • Link do komentarza Dorota wtorek, 01 marca 2022 13:59 napisane przez Dorota

    Nie tylko Żeleński walczy. Były prezydent Ukrainy też wziął karabin do ręki i walczy w obronie swojej ojczyzny.

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane