Jesteś tutaj:Reportaże Gniezno, 19 stycznia 1945 roku
wtorek, 19 stycznia 2016 21:00

Gniezno, 19 stycznia 1945 roku

 
Rynek w trakcie okupacji niemieckiej (1940) Rynek w trakcie okupacji niemieckiej (1940)

Od kilku miesięcy na froncie wschodnim trwał bezruch. Stłumiono powstanie w Warszawie, a front w opinii propagandy niemieckiej miał się ustabilizować i utrzymać.

Wiarę w takie podejście podtrzymywali do końca gauleiterzy landów na wschodnich kresach III Rzeszy. Sami jednak nie byli przekonani co do możliwości powstrzymania Rosjan i w głębi duszy wiedzieli, że wojna jest przegrana. Tego, czego nie przepuszczała przez swoje sito niemiecka propaganda, rodziło się już w umysłach wszystkich - także zamieszkujących Gniezno mieszkańców. Zarówno Polacy, jak i Niemcy mieli świadomość, że zegar odmierzający koniec wojny tyka nieubłaganie i nie mogły tego zmienić nawet historie o "cudownej broni", nad jaką mieli pracować niemieccy naukowcy.

Front ruszył niespodziewanie 12 stycznia, w trakcie największych mrozów. Ponad dwa miliony żołnierzy sowieckich, wspieranych przez 6,5 tysiąca czołgów i prawie 5 tysięcy samolotów, przełamało słabe linie obrony Niemców w rejonie środkowej Polski oraz na pograniczu Prus Wschodnich i ruszyło w głąb Generalnego Gubernatorstwa, a po dotarciu do jego granic, także na Rzeszę. Tempo zajmowania okupowanych terenów było tak szybkie, że Niemcy zarzucili w wielu miejscach ewakuację dóbr i ratowali się ucieczką na zachód.

Gnieźnianie nie wiedzieli o tym nic, dopóki nie zobaczyli nerwowości, jaką przejawiali już nawet zwykli Niemcy. Skończyła się buta, a zaczęło się pospieszne pakowanie walizek i skrzyń oraz ewakuacja drogami na Kłecko, Poznań czy Czerniejewo. Pociągami, samochodami czy powózkami. Jednocześnie, zgodnie z odgórnymi dyrektywami, Niemcy szykowali się do "obrony". Wystarczy jednak sobie wyobrazić, czym miała ona być wobec zdruzgotanych oddziałów Wehrmachtu, naprzeciw którym napierały wyposażone w pełne uzbrojenie wojska sowieckie. Na miejscu pozostało kilkudziesięciu żołnierzy regularnej piechoty, ale "główną siłę" stanowili członkowie Volkssturmu (głównie starsi mężczyźni, często niezdolni do walki). Do udziału w tej formie "pospolitego ruszenia", zmuszano wszystkich chłopców i mężczyzn, mogących strzelać. Ich zadaniem w tych dniach było pilnowanie porządku na ulicach miasta i zapewnienie spokoju w trakcie ewakuacji, a w trakcie ataku - obrona do samego końca.

Ofensywa sowiecka postępowała błyskawicznie. Kielce zajęto 15 stycznia, Kraków 18 stycznia, a Łódź już 19 stycznia. Pomruki detonacji, mających miejsce gdzieś daleko za horyzontem, wprawiały polskich mieszkańców Gniezna w nadzieję na nadchodzący koniec wojny. Wiedzieli, że może to oznaczać zmianę większego zła na mniejsze. Większość z nich do Rosjan miała dystans. W końcu jeszcze 20 lat temu walczyli na Wschodzie przeciwko bolszewickiej bestii. Teraz to oni byli wyzwolicielami, chociaż jeszcze pięć lat wcześniej sami uderzyli na Polskę wespół z Niemcami. Na miejscu czekały na nich ukryte struktury dawnej KPP czy PPR.

Błyskawiczne postępy Rosjan, którym na północy towarzyszyła 1 Armia Wojska Polskiego spowodowały, że okupanci wpadli w popłoch. Zaczęła się chaotyczna ewakuacja urzędów, instytucji, a także lżej rannych żołnierzy, rozlokowanych w lazaretach szpitalnych i na terenie szkół. W powietrzu już zaczęły się pojawiać rosyjskie myśliwce, które patrolowały drogi ucieczki oraz obserwowały ruchy wojsk niemieckich. Tych zaś było bardzo mało, gdyż decyzją dowództwa Wehrmachtu, wszelkie siły skupiono w Poznaniu, który miał stać się twierdzą. Resztę Wielkopolski oddano na pastwę przeciwnika, którego ruchy miały spowalniać zdane na niełaskę oddziały Volkssturmu. W Gnieźnie zostały one ulokowane przy drogach, z których spodziewano się natarcia sowietów - ul. Trzemeszeńskiej (ob. ul. Roosevelta), ul. Wrzesińskiej i ul.Witkowskiej. Wykopano płytkie okopy, ułożono przeszkody na drogach, a jedynym uzbrojeniem volkssturmistów były głównie stare karabiny, broń maszynowa oraz panzerfausty. Ponadto na terenie miasta znalazło się jeszcze kilka punktów oporu, o nieznanej już dziś sile, jednak nie stanowiącej zbytniej przeszkody. Mimo to, nawet regularne i wyposażone oddziały wojsk niemieckich, nie mogły już odwrócić kart historii, której kolejny rozdział powoli zmierzał do końca.
 

4 komentarzy

  • Link do komentarza Scarlett czwartek, 21 stycznia 2016 01:17 napisane przez Scarlett

    Kibolo proszę nie oceniać seniora, tylko krytycznie spojrzeć na tamte czasy. Pan nie ma jak widać rzetelnej wiedzy, choc może po wojnie w najgorszych latach galopującego komunizmu był Pan w Polsce beneficjentem tego zbrodniczego systemu?

  • Link do komentarza kibolo środa, 20 stycznia 2016 14:06 napisane przez kibolo

    Niestety w tym wieku,wieku seniora już wszystko bywa inaczej,a przekłamanie takiej osoby to norma.Z wiekiem się dziecinnieje i posądza innych o zanik pamięci. Żeby znać fakty trzeba w nich uczestniczyć a nie słuchać tych,którzy tworzą politykę historyczna.Dziwię się bardzo że nikt nie chce rozmawiać ze świadkiem ostrzału katedry przez Rosjan.Kontaktowałem się z wszystkimi którzy powinni być zainteresowani historią tamtych dni.Bez echa.I o to właśnie chodzi aby nie bruździć w tworzeniu historii poprawnej do teraźniejszości.

  • Link do komentarza templariusz środa, 20 stycznia 2016 08:41 napisane przez templariusz

    Do Senior. No tak, trudno zrozumieć i pojąć ta naiwność mieszkańców Kraju Warty i jak pojąć ten ich entuzjazm - przecież tak dobrze żyło się im pod okupacja niemiecką. Może napisze Tobie zwykłe zasady życia polaka w Kraju Warty.
    - Sytuacja Wielkopolan podczas okupacji była zdecydowanie gorsza niż Polaków zamieszkałych w granicach Generalnego Gubernatorstwa. Dotyczyło to zarówno represji stosowanych przez hitlerowców jak i życia codziennego - mówi dr Agnieszka Łuczak z IPN w P-niu. Polaków mieszkających na terenach anektowanych uważano za podludzi, pozbawiano wszelkich praw i stosowano wobec nich drakońskie restrykcje. W Kraju Warty przeprowadzano na masową skalę akcje poszukiwania (także w mieszkaniach) nielegalnej żywności. Za jej posiadanie lub handel nią skazywano na więzienie (nierzadko wieloletnie) lub wysyłano do obozów (można było trafić do niego za sprzedaż bochenka chleba). Polacy nie mogli hodować trzody chlewnej, nie można było nawet łowić ryb (wędkować mogli tylko Niemcy i volksdeutsche). Wielkopolanom pozwalano hodować króliki, ale tylko dla siebie, nie można było nimi handlować. Powszechnie ratowano się przed głodem przygotowując jedzenie z wszystkiego co tylko było dostępne. Jadano m. in. potrawy z chwastów (zupę z lebiody czyli komosy), substytut dżemu z warzyw czy też bezmięsny pasztet.
    10 października 1940 ogłoszono okresową reglamentację owoców, można je było sprzedawać tylko niemieckim dzieciom, młodzieży i ciężarnym Niemkom.
    23 stycznia 1941 wstrzymano sprzedaż dla Polaków cukru, mąki pszennej i kaszy.
    9 sierpnia 1941 zakaz sprzedawania Polakom owoców.
    26 listopada 1941 namiestnik Kraju Warty, Arthur Greiser zabronił sprzedaży Polakom ciast, ciastek i wszelkiego pieczywa cukierniczego .
    10 grudnia 1941 wprowadzono zakaz sprzedaży dżemów, zamiast nich przeznaczono dla Polaków tzw. smarowanie na chleb z brukwi, marchwi i innych warzyw, często zepsutych.
    Do tego łapanki na ulicach, wywózki do GG.
    Faktycznie, dziwne do zadowolenie mieszkańców wlkp, przecież tak dobrze im się żyło

  • Link do komentarza senior wtorek, 19 stycznia 2016 23:12 napisane przez senior

    Tak, to prawda, ze Wschodu szła ta nawała, ale trzeba przypominać, ze ich celem było zdobycie berlina. Po drodze oczywiście siali strach wśród Niemców, którzy ewakuowali się widząc, ze nikt juz nie panuje nad ich zyciem i ich obroną.Tak więc Niemcy uciekali, ale kolejne Zło nadchodziło nad Polskę. Polacy naiwni, albo ufni, sądzili, ze ich wyzwoliciele to dobrzy, choc niezwykle dziwni ludzie. Przyjmowali ich nawet z pewnym entuzjazmem nie wiedząc, że za rzekome "wyzwolenie" przyjdzie im zapłacić ogromną sumę. Gwałty, kradzieże, morderstwa, wywożenie polskiego majątku narodowego do Sowieckiej Rosji, obsadzanie sowieckimi komisarzami polskich urzedów i podporządkowanie Polski obcej agenturze, wpływom i rządom. Z Polski wymęczonej ich leninowską propagandą wyszli dopiero w latach 90-tych!

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane