Jesteś tutaj:Reportaże Kryptonim: „Malarz”
wtorek, 13 grudnia 2016 09:00

Kryptonim: „Malarz”

 

Był późny majowy wieczór, kiedy na gnieźnieńską milicję zadzwonił telefon. „Wandale malują coś na ścianie” - usłyszał oficer dyżurny.

Artykuł po raz pierwszy opublikowany 14 XI 2014 r.

Józef, Tadeusz i Maciej - trzech gnieźnian, którzy mieli po 18 i 19 lat, dotąd miało odwagę na wykonywanie tylko niewielkich akcji podziemnych. Nikt jednak ich nie zwodził z przekonania o słuszności swojego postępowania. Był 1987 rok i jeszcze nie minęło 6 lat od wprowadzenia stanu wojennego, który skutecznie stłumił działalność „Solidarności”, a która z wielkimi trudami podnosiła się i organizowała na nowo. Sytuacja społeczno-gospodarcza w kraju było coraz gorsza, a nacisk ze strony władz na wszelkie przejawy oporu wciąż się nie zmniejszał.

Był piątek 22 maja 1987 roku, kiedy krótko po 23 wyruszyli w poszukiwaniu dobrego miejsca do przeprowadzenia kolejnej akcji. Jeden z nich trzymał wiadra z farbą olejną, drugi niósł pędzle. Wybrali blok na osiedlu Tysiąclecia, który był dobrze widoczny, a napisy umieszczone na nim byłyby zauważalne dla wszystkich przejeżdżających ulicą Roosevelta.

 

„Ulice toną w czerwieni, my w rękach mamy kamienie
Majowe słońce tak praży, chłodzą nas wody strumienie”

Kończyli swoje „dzieło”, kiedy z piskiem opon zatrzymał się patrol Milicji Obywatelskiej, która została zawiadomiona przez jednego ze stróży w pobliskim zakładzie pracy. Mimo próby ucieczki, zostali ujęci przez funkcjonariuszy, a wkrótce na miejscu pojawiło się także ZOMO. Ślady farby na złapanych były już wystarczającym dowodem dla milicjantów. Mundurowi w wyniku śledztwa ujawnili napis umieszczony na bloku: „Nie ma wolności bez Solidarności”, obok którego znajdował się symbol Polski Walczącej.

Jeszcze w trakcie zatrzymywania byli bici przez milicjantów, po czym wsadzono ich do radiowozu i odwieziono na Komendę MO przy ul. Walki Młodych (dziś Jana Pawła II), gdzie mieścił się także Regionalny Urząd Spraw Wewnętrznych (RUSW). - Ustawiono nas na korytarzu i zostałem pobity w obecności Józefa I. oraz Tadeusza W. Młodszy funkcjonariusz z patrolu samochodowego trzymał mnie z tyłu a chorąży z dyspozytorni stojąc nade mną lub z moich boków bił mnie pięścią w brzuch, w podbrzusze, w boki poniżej żeber. (…) Wyrwałem się i schroniłem się we wnęce drzwi. Wtedy chorąży zażądał od trzymającego mnie funkcjonariusza pałki, otrzymał ją i zaczął mnie bić pałką. Uderzył mnie wielokrotnie w górną część pleców, w barki, łopatki, pośladki i uda (…) W dyspozytorni zapytałem, czy chce mnie zabić, na co on odpowiedział: „Bardzo chętnie, byłoby jednego gnoja mniej” - wspominał w relacji dla podziemnego czasopisma Maciej. Jego kompani Józef oraz Tadeusz również zostali „przesłuchani”, jednak to wobec Macieja zastosowano szczególnie brutalne metody.

Po spisaniu personaliów, chłopak został ponownie pobity przez funkcjonariusza: - To zobaczysz teraz, jak dzielnicowy bije - miał powiedzieć do niego milicjant. Maciejowi kazano się rozebrać i krwawiąc, został odprowadzony nago do celi w areszcie. Następnego dnia, w trakcie przesłuchiwania, odmówiono wpisania do protokołu zeznań o pobiciu. Kilka tygodni po zdarzeniu zgłosił się w gnieźnieńskim szpitalu, skarżąc się na bóle występujące od dnia przesłuchania. Ordynator jednak stwierdził, że problemy zdrowotne nie mogą mieć źródła w tym zdarzeniu.

 

Z ponurego średniowiecza, krucjata przeciwko Polsce
Opornik w klapy wpinany, ach, jakże było wspaniale"

Funkcjonariusze jeszcze nie wiedzieli, kim jest dla nich Maciej C. W wyniku postępowania przed kolegium do spraw wykroczeń, całej trójce wymierzono solidne kary finansowe, które miały pokryć koszty przywrócenia budynku do poprzedniego wyglądu. Uwagę służb zwróciła jednak obecność w sali Janusza Pałubickiego i Macieja Frankiewicza, przywódców (nielegalnych wówczas) struktur poznańskiej „Solidarności”. Był to wystarczający sygnał, by rozpocząć akcję rozpracowywania Macieja C., jako podejrzewanego o kontakty z wyżej wymienionymi.

W sprawę zaangażowano funkcjonariuszy i tajnych współpracowników, którzy mieli rozgryźć sylwetkę tej osoby, w każdym miejscu jego przebywania – szkole, pracy i domu. Przeciwko Maciejowi C. zaczęto wyciągać na światło dzienne różne zdarzenia, które dawniej były jego udziałem, łącznie ze spowodowaniem kolizji samochodowej. Według akt prowadzonych przez służby bezpieczeństwa, w miejscu pracy został oceniony jako przeciętny pracownik, nie udzielający się w żadnych organizacjach. To jednak nie wystarczyło, a sieć agentów, która rozpostarta została wokół jego osoby, zaczęła dostarczać wszystkich potrzebnych informacji. Sprawa otrzymała kryptonim „Malarz”, a zajmować się nią na początku zaczęło trzech funkcjonariuszy SB – ppor. Marek K., st. kpr. Dariusz M., ppor. Marian Sz. Drugi z nich bardzo mocno zaangażował się w to zadanie.

Z ustaleń esbeków wynikało, że Maciej C. faktycznie utrzymuje kontakty z poznańską „Solidarnością”, a dodatkowo sprowadza nielegalną literaturę i biuletyny. Postanowiono rozpracować i udokumentować charakter jego „wrogiej działalności”, a świetnie sprawdzali się przy tym tajni współpracownicy, którzy byli bliżej lub dalej od podejrzanego. Całą sprawę w RUSW Gniezno monitorował i raportował Dariusz M. W rok po zatrzymaniu Macieja C., złożył on wniosek o dokonanie przeszukania w mieszkaniu podejrzanego, w którym również sam uczestniczył.

 

I praca ciężka po nocach, aby nadążyć przed ranem
Niech tłuszcza w końcu zrozumie, dla kogo się narażamy"

Uzasadnieniem przeszukania, było podejrzenie Macieja C. o możliwy współudział w licznych włamaniach, które miały miejsce w okolicy jego zamieszkania. Dariusz M. w swoich założeniach operacyjnych przewidział także: - Pozyskanie figuranta do współpracy z SB pod kątem dotarcia do kierownictwa nielegalnych struktur „S” w Poznaniu. Dodał też, że: - Przeprowadzono konsultacje z pracownikiem Wydz. III WUSW w Poznaniu i z przeglądu dotychczasowych materiałów operacyjnych wynika, iż rozwój powyższej sytuacji przyniósłby określone korzyści operacyjne naszej służbie. Pozyskanie Macieja C. byłoby więc na rękę nie tylko gnieźnieńskiej Służbie Bezpieczeństwa, ale także oddziałom z Poznania. W trakcie przeszukania faktycznie ujawniono liczne materiały podziemne, dziesiątki różnych biuletynów, transparent i znaczki solidarnościowe.

W trakcie późniejszego przesłuchania Maciej C. przekazał, że materiały przechowywał w celach kolekcjonerskich i nie posiada kontaktów z żadnymi strukturami. Jak się okazało, podejrzany nie chciał współpracować z przesłuchującym, dlatego rozmowa przyjęła charakter „profilaktyczno-ostrzegawczy”. Dla agentów wszystkie czynności podejmowane przez Macieja C., uchodziły za działania wysoce podejrzane – także obecność na odczycie w rocznicę wizyty Józefa Piłsudskiego w Poznaniu, składanie kwiatów pod Pomnikiem Ofiar Poznańskiego Czerwca 1956 roku czy udział w Wielkopolskiej Pielgrzymce Ludzi Pracy do Biechowa.

 

W południe stanąć na baczność, tysiące kartek papieru
Gaz dookoła się ściele, ach jakże było wspaniale

Maciej C. nie zrażał się faktem, że cały czas jest w kręgu podejrzanych. Niemniej, SB w międzyczasie udało się pozyskać jednego z jego kolegów do tajnej współpracy, w wyniku czego agenci byli dobrze poinformowani o działaniach, które podejmował mężczyzna. Wśród nich była m.in. próba założenia gnieźnieńskich struktur „Solidarności” czy PPS, co jednak się nie udało ze względu na brak szerszego kręgu odbiorców. Co więcej – Maciejowi C. wręczono paszport, zapewne w nadziei, że wyjeżdżając za granicę, zrobi to raz na zawsze. Była to jedna ze skutecznych metod pozbywania się z kraju „wrogich elementów”. Mimo wyjazdu jednak wrócił do kraju. Nie chciał zostawiać rodziny i bliskich.

Wszyscy tajni agenci współpracujący ze służbami przy akcji „Malarz” byli bardzo rozmowni. Informowali o stosunkach panujących w zakładzie pracy Macieja C., zaświadczali za osoby, które dawniej działały w „Solidarności”, a obecnie nie chciały się już wychylać. Wiadomości o nagłych ruchach, podejmowanych przez obserwowanego, były dostarczane do koordynujących akcją niemal od razu. Świadczy to nie tylko o gorliwości agentów, ale także pracowitości TW. Notatki sporządzone przez współpracowników SB są obszerne i zajmują większość akt operacji „Malarz”. Na przykład wymieniano wszystkie utwory, jakie znajdowały się na rozdawanych przez Macieja C. kasetach magnetofonowych, na których były nagrane piosenki Jacka Kaczmarskiego.

System zaczynał się jednak powoli sypać, czego chyba nie widzieli TW, a pracownicy służb próbowali dokończyć niektóre sprawy. Maciej C. grał na zwłokę, unikając pracy i próbując uzyskać w tym czasie pozytywne wyniki w nauce na poznańskim uniwersytecie. Miał też przecieki, że posiada wokół siebie tajnych współpracowników, więc gra na czas była mu na rękę. Zaprzestał też tymczasowo działalności podziemnej.

 

Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Te czasy już, nie powtórzą się"

Wobec tego, że w kwietniu 1989 roku planowo powinien zostać powołany do (odroczonej już wcześniej) służby wojskowej, SB postanowiła zamknąć sprawę pod kryptonimem „Malarz”. Inspektor Dariusz M., będący już w stopniu plutonowego, zamyka sprawę wnioskiem: - Z uwagi na fakt, że figurant nie utworzył na terenie Gniezna niezależnej organizacji o charakterze opozycyjnym, jak również nie zorganizował powstania punktu poligraficznego, oraz biorąc pod uwagę fakt, iż w ostatnim czasie jego aktywność równała się „zeru”, a także mając na uwadze aktualną sytuację społeczno-polityczną proponuję zakończyć prowadzenie sprawy operacyjnego rozpracowania krypt. „Malarz”.  Był 17 marca 1989 roku, od kilku tygodni trwały obrady Okrągłego Stołu, a za kilka miesięcy miały się odbyć pierwsze, na pół wolne wybory kontraktowe do Sejmu.

Działalność agentury Maciej C. odczuł wyraźnie w trakcie rozpracowywania jego osoby. Sprawa z przeszłości wciąż ciągnie się za nim cieniem. Kiedy kilka lat temu przypadkowo spotkał Dariusza M., były esbek nie odważył się spojrzeć „Malarzowi” w oczy. Odwaga przyszła w innym momencie – kiedy w 2014 roku odbywały się wybory samorządowe, Dariusz M. został kandydatem lewicowej partii na terenie jednej z gmin powiatu gnieźnieńskiego. Wówczas do plakatów ktoś skrzętnie domalowywał słowo „esbek". Wyraźny cień przeszłości.

 


W artykule wykorzystano fragmenty z utworu „Parada wspomnień” zespołu Kult.

Posiłkowano się relacją poszkodowanego, a także dokumentacją MSW w ww. sprawie oraz biuletynami wydawanymi przez podziemie.

Imiona i inicjały nazwisk części osób poszkodowanych w sprawie zostały zmienione.

Listy ostatnich agentów Służby Bezpieczeństwa, wśród których znajdują się ww. wymienieni funkcjonariusze z Gniezna, znajdują się pod adresem:
http://archiwa-ipn.blogspot.com/2012/03/wykaz-sb-ekow-wielkopolska.html

Artykuł po raz pierwszy opublikowany 14 listopada 2014 roku o godzinie 9:15

2 komentarzy

  • Link do komentarza templariusz środa, 21 grudnia 2016 14:45 napisane przez templariusz

    Po co publikujecie link z pracownikami SB, nikt z nich pewnie się nie ukrywał z tym ze jest pracownikiem SB, chcecie pokazać prawdziwą historie - opublikujcie listę Tajnych Współpracowników SB, którzy działali w opozycji, byli pracownikami zakładów pracy, odbywali posługi przy ołtarzu, czasami byli na samej górze struktur związkowych, a donosili na przyjaciół, kolegów, znajomych i rodzinę za kasę lub za "przysługi" u wczesnej władzy.

  • Link do komentarza Koryfeusz wtorek, 13 grudnia 2016 09:30 napisane przez Koryfeusz

    Ci milicjanci co to bili zatrzymanych to kim byli? Pewnie już nie pracują, ale czy nadal żyją i mieszkają w Gnieźnie?
    Powinni odpowiedzieć przed sądem za swoje czyny.

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane