poniedziałek, 24 października 2022 20:56

Chcieli odwołania dyrektora szpitala. Apel odrzucony przez większość

 
Chcieli odwołania dyrektora szpitala. Apel odrzucony przez większość Po prawej Grzegorz Sieńczewski, dyrektor Szpitala Pomnik Chrztu Polski

Kilka dni po głośnym proteście pracowników Szpitala Pomnik Chrztu Polski, odbyło się nadzwyczajne posiedzenie radnych powiatowych ws. apelu o odwołanie dyrektora lecznicy.

Sesja została zwołana na wniosek radnych PiS, którzy kierując się głosami ze związków zawodowych szpitala, a także informacjami spływającymi z tej placówki, postanowili zwołać posiedzenie w sprawie przedyskutowania tematu apelu do Zarządu o odwołanie dyrektora Grzegorza Sieńczewskiego. 

Po przedstawieniu założeń wniosku przez radnego Marcina Makohońskiego, głos zabrali od razu przedstawiciele związków zawodowych, działających w Szpitalu. Przypomnijmy iż pomiędzy nimi a dyrekcją pojawił się spór, który w ostatnim czasie bardzo się zaostrzył i znalazł ujście w "wotum nieufności dla dyrekcji", na co ta odpowiedziała podobnym pismem z różnymi zarzutami wobec związkowców. W tle wybrzmiewają problemy finansowe szpitala oraz obawy o zwolnienia, wypłaty i brak prawidłowej komunikacji z personelem.

- Uważamy, że zarzuty pana dyrektora odnośnie naszych kompetencji, jako reprezentantów pracowników, są całkowicie nie na miejscu i nie będziemy tego komentować. Podkreślamy, że zdajemy sobie sprawę z trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się nasz szpital, rozumiemy potrzebę wprowadzenia zmian, które obniżą koszty prowadzenia szpitala, a więc będą przeciwdziałać kryzysowi. Oczekujemy jednak od dyrekcji przedstawienia jasnego obrazu sytuacji oraz wspólnego omówienia założeń, co umożliwi wypracowanie procesów pozwalających na wprowadzenie rzeczywistych oszczędności. Nie zgadzamy się jednak, aby optymalizacja kosztów odbywała się kosztem pracowników oraz bezpieczeństwa naszych pacjentów - odczytywała Sylwia Lewińska oświadczenie jednego ze związków, wskazując iż obecna redukcja personelu nie będzie korzystna dla pacjentów. 

Jak stwierdziła Czesława Jasińska, sytuacja w szpitalu ciągnie się od lipca 2021 roku, kiedy weszła w życie ustawa o najniższym wynagrodzeniu w służbie zdrowia: - U nas stało się tak, że dyrektor wydaje zarządzenia, nie próbując rozmawiać ze związkami zawodowymi i żeby zawrzeć porozumienie. W ubiegłym roku całkowicie złamał prawo, ponieważ chcąc zyskać na oszczędności, zawarł porozumienie z jedną organizacją związkową, zamrażającą nam premie i nie powiadamiając nas o tym - mówiła, dodając iż rozmowy z dyrekcją polegają w zasadzie na korespondencji mailowej, a nie spotkaniach na żywo. Powyższa sprawa została zgłoszona Państwowej Inspekcji Pracy, która przyznała rację związkom zawodowym. Poinformowany został o sprawie także starosta: - Nie raczył się z nami spotkać ani odpowiedzieć na pismo - stwierdziła i dalej dodała: - My rozumiemy, że jest zła sytuacja w szpitalu, ale prawo pracy i kodeks pracy jest dla związkowców najważniejsza. Jak dalej wskazała, związki zawodowe szły na rękę dyrekcji w sprawie wypłaty zaległej premii za 2021 rok, ale druga strona przez kolejne miesiące tego nie robiła, aż doszło nawet do tego, że pieniądze miano płacić w ratach. 

Dalej Czesława Jasińska przedstawiła jeszcze szereg przypadków, kiedy związki zawodowe były stawiane pod ścianą lub nieinformowane o podejmowanych działaniach. Czarę miało przelać opóźnienie w wypłatach za ostatni miesiąc, a także słowa dyrektora w jego oświadczeniu skierowane pod adresem związków zawodowych: - Dyrektor zrobił z nas nieuków, niedoświadczonych i w związku z tym niemających pojęcia o prawie pracy i ustawy o związkach zawodowych, a to jest właśnie nasza rola, żeby dyrektor przestrzegał kodeksu pracy i ustawy o związkach zawodowych - powiedziała Czesława Jasińska.

Następnym spośród związkowców głos zabrał Zenon Łyszczarz, który przyznał iż epitety użyte przez dyrektora w jego piśmie godziły w ich dobre imię: - Przede wszystkim reprezentujemy naszą załogę i naszych członków. Panie dyrektorze, to nie jest dobry kierunek, by obrażać stronę społeczną - stwierdził na początku, a dalej dodał: - Od zeszłego roku szpital nie ma płynności finansowej i ta sytuacja się pogłębia w tym roku znacznie. W ubiegłym roku rachunki przeterminowane były płacone po 3, 4 miesiącach, pół roku, a niektóre nawet dłużej. W tym roku wcale nie płacimy rachunków, a są drobne, by zaspokoić niektórych kontrahentów. Jest to kolejny rok, który zamknie się gigantyczną stratą - stwierdził, dodając iż wstępne szacunki mówią o 20 milionach złotych straty. 

Następnie głos zabrał dyrektor Grzegorz Sieńczewski wyjaśnił sprawę premii regulaminowych i przyznał rację, że zostały zamrożone w okresie podwyżek, ale są one spłacane. - Nikt nam nie daje pieniędzy na premie czy jakiś inny dodatkowy bonus. Nie dziwię się pracownikom i związkom, że tej premii bronią i chcą, by była utrzymana. Dzisiaj nie stać nas na taki dodatkowy bonus, jak premia regulaminowa - to próbowaliśmy związkom wskazać - stwierdził dyrektor. Dalej odniósł się do zarzutów, które uczynił we wspomnianym piśmie: - Jeżeli związki mają prawo oceniać dyrektora, to dyrektor ma prawo oceniać związki.

Dyrektor nie ukrywał, że nie chce zaostrzać sporu ze związkami i chce szukać kompromisu. Odnosząc się w ogóle do tematu sesji przyznał, że w uzasadnieniu nie znalazł żadnych informacji o konkretach, które się mu zarzuca: - Szanuję ten wniosek, nie jest to miłe, ale macie państwo prawo. Skoro składacie taki wniosek, to moim oczekiwaniem by było, dokonanie jakiejś analizy - stwierdził Grzegorz Sieńczewski pod adresem radnych, dodając: - Nie chciało się państwu napisać kilku stron merytorycznych argumentów. Dopiero w dalszej części sesji radni opozycyjni zaczęli wypytywać dyrektora o różne kwestie.

- Dzisiaj przysłano nam raport dotyczący akredytacji szpitala. Dwa tygodnie temu z podległej ministerstwu placówki badali bezpieczeństwo pacjentów, to jak szpital funkcjonuje, oceniano grafiki, kadry i całą instytucję. Przekaz jest taki, że szpital jest placówką akredytowaną. Ten zarzut dotyczący bezpieczeństwa pacjentów trochę nam tutaj nie pasuje - mówił dyrektor, wskazując iż tylko 13% szpitali w Polsce jest akredytowanych, a w samej Wielkopolsce tylko 3 - w tym ten w Gnieźnie. 

Jak przekazał Grzegorz Sieńczewski, na tę chwilę zadłużenie szpitala wynosi 77 mln złotych, z czego większość wynika z rozbudowy placówki - 65 mln złotych (8 mln zł to odsetki). "Prawdziwe" zadłużenie szpitala wynosić ma 12 mln złotych: - Gdybyśmy wzięli ranking zadłużonych szpitali w Polsce, to bylibyśmy w czołówce najmniej zadłużonych - przekazał. 

Następnie dyrektor ocenił "ustawę podwyżkową" jako "niesamowity bałagan": - Miesięcznie brakuje nam 500 tys. złotych na spełnianie minimum ustawowego - mówił. Jak dodał, Narodowy Fundusz Zdrowia wycenia pewne kwoty według własnych wyliczeń, które często nie mają poparcia w rzeczywistości i pieniędzy po prostu brakuje. 

W kwestii oszczędności Grzegorz Sieńczewski przyznał, że ich szukanie odbywa się cały czas na takim obszarze, by nie dotykały one bezpośrednio pracowników, co i tak jest zasadniczo niemożliwe: - Dzisiaj cała służba zdrowia stoi w dramatycznej sytuacji. Dzisiaj jeden z lepszych finansowanych w Poznaniu szpitali wyłączył telewizję na oddziałach, pomimo iż jest płatna, bo nie refinansuje to kosztów prądu. Dochodzi do tego, że dyrektorzy wyłączają telewizję na oddziałach. Jeśli nie zaakceptujemy tego, że tak jest, że 400 szpitali jest zadłużonych, a 300 nie może realizować ustawy podwyżkowej, to musimy znaleźć rozwiązanie i oszczędności. Jeśli ich nie znajdziemy, to naprawdę będzie dramat. Takie ruchy będą gdzieś zawsze dotykać pracowników. 

Po wystąpieniu dyrektora, nastąpiła "lawina" wypowiedzi kolejnych osób - najpierw posła Zbigniewa Dolaty, który powracał do "dobrych czasów" za rządów PiS w powiecie i "złych" PO wraz z SLD. Następnie o współpracę dla dobra szpitala apelował poseł Tadeusz Tomaszewski, po którym w podobnym tonie wypowiedział się senator Paweł Arndt. Wkrótce po tym głos zaczęli zabierać kolejni radni, przy czym to opozycja zdominowała ten panel pytaniami do dyrektora, na które ten próbował odpowiadać. Całość zaczęła przypominać sceny z poprzedniej kadencji, kiedy to role w tej sali sesyjnej były odwrócone, ale każdy przedstawiał pewne liczby i fakty na swój sposób, a przy tym nie brakowało grania na emocjach i ostrych zarzutów. 

Po przeszło 4,5-godzinnej dyskusji zarządzona została przerwa, a radni po kwadransie powrócili w celu przegłosowania apelu. Ostatecznie, co było do przewidzenia, głosami koalicji apel o odwołanie dyrektora szpitala został odrzucony - za jego przyjęciem było 6, przeciwko 14, a od głosu wstrzymało się 2. Na 27 ustawowego składu rady w głosowaniu brało udział 22 obecnych radnych.

 

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane